04 czerwca

Jak widzę Francję po 5 latach emigracji

Jak widzę Francję po 5 latach emigracji

Gdy pięć lat temu szykowałam się do przeprowadzki na stałe do Francji miałam już o niej i jej mieszkańcach pewne wyobrażenie - w końcu wcześniej przez prawie rok tu studiowałam, a później w regularnie ją odwiedzałam, by móc pobyć z moim Francuzem (tutaj przeczytasz historię mojej francuskiej emigracji). Przygotowując ten wpis długo zastanawiałam się, czy coś się w ogóle zmieniło w moim postrzeganiu tego kraju. Tak naprawdę najtrudniej było sobie przypomnieć, co te kilka lat temu o Francji myślałam. Do jakich zachowań wtedy trudno było mi się przyzwyczaić, a które teraz stały się dla mnie normalne i niemalże naturalne.

31 maja

Nasza mini bretońsko-normandzka wyprawa

Nasza mini bretońsko-normandzka wyprawa

Coucou!
Nareszcie znalazłam chwilę czasu, aby opisać Wam naszą bretońsko-normandzką majówkę. Była to bardzo ekspresowa wyprawa, która sprawiła, że zakochałam się w tej części Francji i marzę o powrocie! Tak to już chyba jest, że spełnianie niektórych marzeń rodzi jeszcze większe marzenia ;)

Dzień 1 - podróż i Mont St Michel

Wyruszyliśmy w sobotę rano, czekało nas niespełna 900 km drogi w jedną stronę. Trochę zwariowany pomysł jechać tyyyle tylko na weekend, ale to był pomysł mojego Teścia (tak, mam najlepszego Teścia na świecie!).
Post udostępniony przez Madou en France 🇵🇱 🇫🇷 🌻🚲🌻 (@madouenfrance)
Na miejsce dotarliśmy trochę po 16, zostawiliśmy bagaże i pojechaliśmy ku głównemu celowi naszej wyprawy - Mont Saint Michel. Niestety okazało się, że sanktuarium już nie zwiedzimy, bo w sezonie niskim ostatnie wizyty były do godz. 17, a sezon wysoki zaczynał się dopiero za 2 dni! Jaki pech! Z drugiej strony, turystów było podobno mniej niż zazwyczaj (choć i tak całkiem sporo), więc mogliśmy nieco spokojniej sobie po wyspie pospacerować. Aby zaspokoić głód wrażeń, postanowiliśmy być "prawdziwymi turystami"  i napełnić swoje żołądki. Oczywiście ceny w restauracjach na miejscu są nieco z kosmosu, bo płaci się głównie za miejsce. Raz w życiu wystarczy, następnym razem będą kanapki z widokiem na Wzgórze Świętego Michała ;)
Wracając okazało się, że mamy niezwykłe szczęście, bo właśnie zaczynał się przypływ, który mogliśmy podziwiać o zachodzie słońca. Bezcenne!
Co więcej, na zaporze obecny był technik, który wytłumaczył nam jej działanie i prace przeprowadzone w celu umożliwienia cyrkulacji wody i nieosadzania się sedymentów (od 2014 roku zamiast grobli prowadzącej do samego wzgórza jest most i prócz pieszych, tylko autoryzowane samochody oraz specjalne, darmowe autobusy, mogą się po nim poruszać).


Dzień 2 - Cathedraloscope w Dol-de-Bretagne, ostrygi w Cancale, burza i  naleśniki w St Malo

W niedzielę niestety zupełnie nie mieliśmy szczęścia co do pogody - lało, wiało, ale i tak było fajnie. Dzień rozpoczęliśmy od przystanku w Dol-de-Bretagne - chcieliśmy zwiedzić tutejszą katedrę, ale niestety trafiliśmy na moment, gdy akurat odbywało się w niej nabożeństwo. Spacerując wokół zauważyliśmy za to wielki napis CathédralOscope - nazwę tutejszego muzeum poświęconego katedrom. Jako, że padało i było zimno, stwierdziliśmy, że czemu by go nie zwiedzić. To był świetny pomysł! Muzeum jest nowoczesne i interaktywne, można się dowiedzieć naprawdę wiele na temat tego, jak były budowane katedry i nawet poćwiczyć swoją wiedzę tworząc konstrukcje z drewnianych klocków :) Bardzo miła niespodzianka!
Ponieważ zgłodnieliśmy pojechaliśmy później w kierunku Cancale - bretońskiej stolicy ostryg. Udało nam się znaleźć miejsce w jakiejś restauracji, która okazała się być całkiem niezła pod względem stosunku jakość-cena, a i obsługa była całkiem sprawna. Oczywiście nie mogło być inaczej i skosztowaliśmy tutejszych ostryg. Nie jestem ich wielką fanką, ale przyznam, że po raz pierwszy w życiu mi naprawdę smakowały. Jak i wszystkie dania, które później jedliśmy - ja zdecydowałam się na rybne rillettes, brandade de morue - purée ziemniaczane z dorszem (danie raczej śródziemnomorskie, ale było pyszne!) i na deser słynny far breton z suszonymi śliwkami.
Później jeszcze szybki spacer na molo, podziwianie hodowli ostryg i ich zakup na mini targu.




Kolejnym punktem programu była wizyta w Saint Malo. W drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na Przylądku Grouin (Pointe du Grouin), niestety ulewa nas stamtąd szybko pogoniła.
W St Malo mieliśmy nieco więcej szczęścia, bo w końcu przestało padać. Zdecydowaliśmy się na spacer po fortyfikacjach miasta i zaopatrzyliśmy się też w tutejsze przysmaki. Po drodze wypatrzyliśmy też naleśnikarnię, w której zarezerwowaliśmy miejsca na wieczór (w końcu w Bretanii naleśniki trzeba zjeść!). Oczywiście w czasie spaceru złapała nas burza i do restauracji dotarliśmy całkowicie przemoczeni ;)






Dzień 3 - Powrót, port w Honfleur i klify w Étretat

W poniedziałek kończył się długi weekend, więc trzeba było wracać do domu. Ale my mieliśmy w planach jeszcze przystanek w Honfleur. Jest to urocze miasteczko portowe, w którym urodził się mój ulubiony francuski kompozytor - Erik Satie. Niestety nie mieliśmy czasu zwiedzenie muzeum, ale udało nam się zatrzymać na chwilę w pięknym drewnianym kościele, w którym modliła się św. Teresa z Lisieux. W pośpiechu znaleźliśmy w porcie jakąś "sandwicherie" i zjedliśmy najgorsze kanapki ever (i do tego najdroższe).


Wizyty w Étretat nie planowaliśmy, po prostu jakoś tak wyszło, że skoro jesteśmy tak blisko, to dlaczego nie zahaczyć i nie zobaczyć tych słynnych klifów. Samo miasteczko niezwykle mnie urzekło, po prostu magia!
Post udostępniony przez Madou en France 🇵🇱 🇫🇷 🌻🚲🌻 (@madouenfrance)



Skarby Bretanii i Normandii, czyli co przywieźliśmy ze sobą ;)

Najlepsze pamiątki, to te, które można zjeść i które się nie kurzą! Oprócz ostryg w bagażniku, w naszych bagażach znalazły się także:
- pyszne karmelki w różnych smakach (nie mogłam się oprzeć malinowym!)
- rillettes z przegrzebków (czyli małży Saint Jacques)
- cydry, w tym typowy dla tego regionu cydr rosé, który robiony jest ze specjalnego gatunku jabłek, o różowo-czerwonym miąższu
- kouign amann, czyli tradycyjne bretońskie ciasto, robione z cukru, masła, odrobiny mąki z dodatkiem dużej ilości masła i cukru ;) mmm, jesz mini kawałek i tyjesz 2 kg!
- gryczany gâteau breton z kawałkami czekolady, który zniknął w błyskawicznym tempie
- pommeau de Normandie, czyli typowy aperitif (rodzaj średnio-procentowego napoju alkoholowego), powstały ze zmieszania soku z jabłek z calvadosem

Czego nie zobaczyliśmy?

Czasu zabrakło, by wybrać się do Dinard, Dinon czy na market w Pontorson. Pogoda też nie do końca dopisała, by wyciągać aparat i robić zdjęcia. Ale taki jest też urok Bretanii i Normandii. I jednego jestem pewna - WRÓCIMY!
Post udostępniony przez Madou en France 🇵🇱 🇫🇷 🌻🚲🌻 (@madouenfrance)


Adresy, które polecam

CathédralOscope 

4, place de la cathédrale ~ 35120 Dol-de-Bretagne
Bilety: normalny 6.80 €, ulgowy 5.50 €, dzieci w wieku 6-18 lat 5 €, bilet rodzinny 20€
więcej informacji: cathedraloscope.com

Restauracja Le Querrien 

7, quai Duguay Trouin 35260 Cancale
menu (3 dania) od 15.90€
www.le-querrien.com


26 marca

Share week 2017

Share week 2017
Szybko się streszczam, bo akcja Shareweek 2017 dziś dobiega końca, a bardzo chciałam polecić Wam kilka blogów, które ostatnio czytam.

25 marca

5 powodów, dla których pokochałam Francję

5 powodów, dla których pokochałam Francję
5 powodów, dla których pokochałam Francję
Są ludzie, którzy darzą Francję i wszystko, co francuskie miłością bezgraniczną i marzą o tym, by w niej zamieszkać czy do niej podróżować. Ze mną tak nie było, znalazłam się tu trochę z przypadku. Moja miłość do Francji cały czas powoli się rozwija, poznajemy się lepiej i chyba teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to mój dom, moje miejsce na Ziemi. Które pokochałam.

13 marca

Kochasz Paryż? Wygraj przewodnik National Geographic!

Kochasz Paryż? Wygraj przewodnik National Geographic!
Przewodnik po Paryżu

Kochacie Paryż? Ja przyznam się, że mieszkać bym tam nie mogła, ale każda wycieczka do tego miasta jest dla mnie niezwykłą przygodą. Zdecydowanie uwielbiam zwiedzać Paryż!

08 marca

O kubeczku menstruacyjnym słów kilka

O kubeczku menstruacyjnym słów kilka
ekologiczny okres
Dzisiejszy wpis nieco nietypowy i tylko dla kobiet, panowie niestety muszą poczekać na kolejny post. W Dzień Kobiet chciałabym bowiem porozmawiać na blogu o kobiecości i kubeczku menstruacyjnym. W Polsce jest on wciąż uważany za wynalazek dla ekowariatek, o którym dużo się nie mówi. Tymczasem od niedawna we Francji kubeczki można kupić nawet w większych marketach, tuż obok podpasek i tamponów!

25 lutego

Moje studia we Francji

Moje studia we Francji

W tej odsłonie akcji blogerów językowo-kulturowych w 80 blogów dookoła świata postanowiliśmy skupić się na Erasmusie i studiowaniu za granicą. Pewnie wielu z Was myśli, że aby studiować we Francji koniecznie trzeba znać francuski. Otóż jestem żywym przykładem tego, że tak nie jest! Co więcej, przez całe moje studia we Francji mój francuski nawet nie drgnął (z czego akurat nie jestem dumna, ale czasu już nie cofnę). W tym wpisie przeczytacie więc o moim Erasmusie we Francji, będzie trochę wspomnień ale i znajdą się także informacje praktyczne.

Copyright © 2016 Madou en France , Blogger