30 czerwca

Fête de la Musique - Genève 2013

Fête de la Musique - Genève 2013
Czas ponadrabiać blogowe zaległości :) W zeszły weekend wybraliśmy się do Genewy i "przypadkiem" trafiliśmy tam w czasie Święta Muzyki. Początkowo było mi nawet trochę smutno, że ominie nas ono w Strasbourgu, bo oczywiście nie sprawdziłam programu atrakcji na ten weekend w Genewie i nie miałam najmniejszego pojęcia co tam się będzie dziać. A działo się wiele! Po pierwsze, Fête de la Musique trwa tam aż 3 dni. A atrakcji jest tyle, że można by je nawet na tydzień (o ile nie dwa) rozłożyć ;) Gdy w piątek wieczorem wybraliśmy się na pierwszy spacer po Genewie praktycznie każdy pub robił swoją własną imprezę na zewnątrz, również mnóstwo restauratorów postanowiło "wyjść" do ludzi i przeniosło kuchnię (zazwyczaj w postaci jakiegoś grilla) przed knajpkę by zachęcić przechodniów, aby to właśnie u nich wydać drogocenne franki :P Początkowo dziwiło mnie, że nie spotykamy nigdzie po drodze jakichś amatorskich zespołów grających na wszelakich placykach. Aż w końcu wszystko się wyjaśniło - dotarliśmy do miejsca tętniącego życiem, gdzie tańcom w rytm gorącej, latynoskiej muzyki nie było końca. Idziemy kawałek dalej kolejna scena, tym razem z muzyką folkową. W innym zaś miejscu rock. Zadziwiające było to, że wszystko było zorganizowane w taki sposób, że różne rodzaje muzyki się nie zagłuszały, a w całej zaś Genewie było prawie 40 scen, na których prezentowane były najróżniejsze gatunki muzyczne. Od muzyki klasycznej przez folk, muzykę świata, klezmer, jazz, rock, reggae, ska, hip-hop blues, metal, electro i ethno po techno (i wiele innych, których nie wymieniłam:P). Większość scen była umiejscowiona w dwóch wyznaczonych obszarach parkowo-turystycznych, i przemieszczanie się między nimi było dość łatwe dzięki wszędzie dostępnym mapkom z programem atrakcji. Jednym minusem był ogromny tłum ludzi, w którym dość łatwo można byłoby zgubić część swojej grupy (nam się na szczęście to nie zdarzyło). Drugim oczywiście ceny, no ale cóż, wybierając się do Szwajcarii trzeba być na nie gotowym.
"Tubylcy" byli zdecydowanie bardziej przygotowani od turystów i w większości zaopatrzeni we własne trunki, które bez problemu można było spożywać siedząc sobie przy specjalnie przygotowanych stolikach z ławkami.

09 czerwca

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Days 6&7

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Days 6&7
Szybciutko, żeby tym razem ukończyć wyzwanie :)
temat dnia wczorajszego, to urodziny - uwielbiam pakować prezenty :) Wydaje mi się, że własnoręcznie zapakowany prezent w ciekawy sposób sprawia o wiele więcej radości (podczas rozpakowywania:P), niż taki po prostu wrzucony do ozdobnej torebki... Ten co prawda nie urodzinowy, ale motyw pakowania jest.


Wyzwaniem na dzisiaj było zaś lato, które końcu zawitało i do Strasbourga i dziś wyglądało tak:


07 czerwca

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 5

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 5

Dzisiaj zachwycamy się czymś pięknym. Po deszczowym i szarym maju nie ma nic piękniejszego od błękitu nieba i grzejącego słoneczka :)



Piękno w obiektywach pozostałych uczestników zabawy podziwiać można tutaj.

06 czerwca

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 4

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 4
Dzisiejszy temat fotowyzwania uważam za jeden z ciekawszych:) brzmi on: zrobione przez Ciebie.
Ja chwilę zastanawiałam się, czy zrobić zdjęcie białym ścianom, które sama pomalowałam, mojemu śniadaniu, czy może dwóm indeksom ukończonych (czyli zrobionych przeze mnie) studiów ;)



Jak widać padło jednak na pojemnik na pędzle ( i to taka mała zapowiedź zbliżającego się postu DIY). A padło na niego dlatego, że jest moim najnowszym "nabytkiem", bo i pędzle dopiero zaczynam kompletować (...i uczyć się ich poprawnie używać;) ).

A co zrobili pozostali? Sprawdźcie tutaj :) z pewnością można będzie dzisiaj znaleźć tam wiele inspiracji!

05 czerwca

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 3

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 3
Dzisiejszym wyzwaniem jest zdjęcie ulubionej książki.
Niestety swojej biblioteczki jeszcze do Francji nie sprowadziłam i mojej ulubionej książki, którą jest Rok 1984 Orwella niestety tutaj nie mam... Mam za to kilka książek do francuskiego i z nich moją ulubioną jest francuski bez cenzury (dużo się z niej nie nauczymy, ale za to pośmiejemy) ;)


Jak pozostali uczestnicy poradzili sobie z dzisiejszym tematem możecie sprawdzić tutaj.

I jeszcze jedna sprawa, Marysia z ArtAttack wpadła na bardzo fajny pomysł wysyłania sobie pocztówek z wakacji. Do nas przychodzą ostatnio tylko rachunki i pisma urzędowe i myślę, że nasza skrzynka pocztowa bardzo by się ucieszyła, gdyby kiedyś dla odmiany przyszła jakaś pocztówka :) Więcej informacji o akcji po kliknięciu w banerek.




04 czerwca

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 2

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 2
Tematem dnia dzisiejszego jest codzienny rytuał. U mnie to nic szczególnego, po prostu delektowanie się jedną z wielu mieszanek zielonej herbaty ;)


Rytuały innych uczestników zabawy możecie obejrzeć tutaj.

03 czerwca

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 1

7 day PHOTO CHALLENGE {June} – Day 1
Jak wspominałam wczoraj, dzisiaj zaczęło się nowe fotowyzwanie u Uli. Tematem dzisiejszego dnia jest 5 rzeczy. Ponieważ interpretacja zależy tylko od nas, u mnie jest to 5 rzeczy nad którymi mam zamiar pracować w czerwcu, czyli:
- kombinować więcej i szyć,
- ogarnąć bardziej sztukę fotografii, w końcu aparat po bratu nie może się marnować,
- zacząć kręcić hula hop, bo lato się zbliża :)
- przebrnąć przez drugi tom Pieśni Logu i Ognia,
- oraz codziennie ćwiczyć swój francuski (podobno zrobiłam spory postęp, więc chcę się przyłożyć jeszcze mocniej).


Tutaj możecie obejrzeć fotografie pozostałych uczestników zabawy :)


02 czerwca

Wyznania kinomanki - maj

Wyznania kinomanki - maj
Dawno mnie tu nie było... Troszkę to wynika z tego, że maj mimo totalnej niepogody pełen był różnych aktywności (w końcu we Francji mieliśmy aż 3 długi weekendy:P), a troszkę też z tego, że chyba z powodu tej niepogody się pochorowałam...
Filmowo w maju było marnie ilościowo, właśnie ze względu na lekki brak czasu. Ale znalazło się kilka wartych polecenia pozycji :)

Taxi Driver - kiedyś ten film wywarł na mnie nieco większe wrażenie, film niby dobry, wart obejrzenia, ale oglądając go po raz drugi byłam nim nieco znudzona... Aż mi to wstyd pisać :P

Tangled - oczywiście nie mogło zabraknąć jakiejś bajki:) Tangled (Zaplątani) opowiada o długowłosej dziewczynie uwięzionej przez wiedźmę w wysokiej wieży ...i na tym podobieństwa do baśni braci Grimm się kończą;) jednakże film zapewni sporą dawkę śmiechu, mój nr 3 miesiąca.

Gone Baby Gone - jeden z pierwszych filmów w reżyserii Bena Afflecka, w którym gra jego młodszy brat oraz Morgan Freeman. Opowiada o poszukiwaniach kilkuletniej córki narkomanki, do których włącza się zatrudniony przez rodzinę młody detektyw z sąsiedztwa (Casey Affleck)...Gdy okazuje się, że czyny piętnowane jako złe mogą być chwalone i przynosić korzyści główny bohater zaczyna zmagać się z narastającym konfliktem wewnętrznym. Czy pozostanie wiernym swoim ideałom?
Dobre kino psychologiczne podprawione kryminałem z kilkoma ciekawymi zwrotami akcji. Naprawdę polecam! Wraz z Tangled mój nr 3 ;) (jeżeli widzieliście Mystic River Eastwooda, to ten film, też powinien przypaść Wam do gustu - aczkolwiek Affleck tutaj pełni skrzydeł jeszcze nie rozwinął, w końcu to jego debiut)

Boyz n the Hood - film o losach grupy przyjaciół zamieszkujących getto w Los Angeles w latach 90, gdzie strzelaniny i walki między gangami były na porządku dziennym. Obraz jest niczym dokument przedstawiający ciężką rzeczywistość młodych ludzi, próbujących wydostać się z getta. W jedną z głównych ról wciela się amerykański raper Ice Cube, który wychował się w South Central. Bardzo dobry film w stylu gangsta, mój nr 2.

The Princess Bride - najlepszy film maja. Jest to "klasyczna bajka z walką na miecze, gigantami, złym księciem, piękną księżniczką, i tak, odrobiną pocałunków". Doskonała komedia, aż trudno mi uwierzyć, że produkcji amerykańskiej a nie brytyjskiej ;)


Never Let Me Go - jest to aranżacja noveli Kazuo Ishiguro, opowiadającej o trójce przyjaciół dorastających w brytyjskiej szkole Hailsham. Ja niestety książki nie czytałam, ale jak już się dowiedziałam, warto przeczytać ją przed obejrzeniem tego filmu. Znów o trochę o moralności, o przemijaniu, dorastaniu i pragnieniu bycia kochanym. Moim zdaniem film trudny, pozostawiający człowieka nieco przygnębionego, ale jednocześnie piękny.

My Life Without Me - taka smutniejsza wersja The Bucket List (albo raczej "The Bucket List" jest nieco weselszą wersją tego filmu), czyli co zrobić, gdy dowiadujemy się, że zostało nam tylko kilka miesięcy życia - jak w tym czasie czerpać z niego wszystko, co najlepsze i przy okazji zaplanować nowe życie dla swoich najbliższych. Mnie tam się podoba, lubię takie filmy :)

Jak widzicie nie ma niczego, czego bym nie polecała, więc może jednak tak źle filmowo w tym maju nie było ;)
Widzieliście któreś z tych filmów? A może polecicie coś podobnego? :)


PS Jutro zaczyna się u Uli nowe fotowyzwanie, poniżej zamieszczam tematy, jeżeli macie ochotę to zachęcam do przyłączenia się :) Ja ostatnio nie wytrwałam, ale wyjechaliśmy do znajomych na długi weekend i przez kilka dni nie miałam dostępu do internetu... Ale tym razem mam nadzieję, że wytrwam do końca :)



09 maja

7 day PHOTO CHALLENGE {May} – Day 4

7 day PHOTO CHALLENGE {May} – Day 4
Dzisiejszym tematem wyzwania są owoce.
U mnie trafiło na ulubione drugie śniadanie :)


Inne interpretacje możecie sprawdzić tutaj.

08 maja

7 day PHOTO CHALLENGE {May} – Day 3

7 day PHOTO CHALLENGE {May} – Day 3
Tematem dzisiejszego fotowyzwania jest MAJ :)
jest to zdecydowanie mój ulubiony miesiąc, w którym następuje istny wybuch wiosny (takie bloom boom).

Wybrałam się na małą rowerową wycieczkę by uchwycić coś szczególnie związanego z majem, ale nie mogłam się zdecydować między kwitnącymi kasztanami a bzami (które uwielbiam!) ;)

I gdy tak jeździłam, uświadomiłam sobie, że rower to jest to :) A już zwłaszcza moja różowo-fioletowa Alfirka (w tłumie rowerów taki zdecydowanie łatwiej znaleźć:P).


Zaś w trakcie wycieczki spotkałam też inne osobniki  kosztujące wiosny:

Maj obiektywami pozostałych możecie zobaczyć tutaj.


02 maja

Wyznania kinomanki - kwiecień

Wyznania kinomanki - kwiecień
Zacznę od tego, że kinomania jest chorobą zaraźliwą, a ponieważ dane mi jest dzielić swoje życie z kinomanem, to i mnie ona dopadła. Wprawdzie pierwsze symptomy pojawiły się już w czasie studiów, kiedy to w przeciągu miesiąca obejrzałam większość filmów mojego mistrza - Krzysztofa Kieślowskiego. Jednakże w związku z tym, że więcej filmów jego autorstwa powstać już nie mogło, nastąpiła faza ukrycia choroby i dopiero po przeprowadzce do Francji ona się na nowo uaktywniła. Ma szczęście stadium jest raczej  średnio-zaawansowane. Kwiecień ze względu na pobyt w Polsce okazał się być nawet całkiem spokojnym miesiącem, bez większych ataków (jako, że stosunkowo niedawno zachorowałam mam sporo zaległości;) ). A przedstawiało się to mniej więcej tak:
 
Wreck-It Ralph - przyjemna kreskówka na tzw. odmóżdżenie ;) Z pewnością spodoba się tym, którzy lubią sobie pograć na komputerze. I dzieciakom też.

The way back - film ambitniejszy, opowiada o grupie uciekinierów z Syberii. Film jest dobry, ale ja osobiście miałam problem ze zmieniającymi się językami - raz mówili coś po polsku, później po angielsku i chwilę po rosyjsku. Być może oglądanie tego z napisami by pomogło ;) Pod koniec troszeczkę się dłużył, ale ogólnie ok.

L.A. Confidential - zdecydowanie najlepszy film miesiąca! Jeżeli lubicie kryminały to jest to absolutny "must watch". To, że gra tam Guy Pearce (ten wytatuowany z "Memento") zajarzyłam dopiero przy napisach końcowych;) Ale to pewnie z uwagi na to, że grał tam również Kevin Spacey, którego ubóstwiam i jest moim nr 1.

The Secret World of Arrietty (Karigurashi no Arrietty) - debiut Hiromasy Yonebayashi jako reżysera. Za scenariusz zaś odpowiedzialny był Miyazaki. Jest to adaptacja powieści Mary Norton o rodzinie "pożyczalskich". Bardzo ciepły film animowany dla całej rodzinki, mój nr 2 kwietnia. I ta cudowna muzyka :)


Brave - z trzech obejrzanych w tym miesiącu bajek, ta wypadła niestety najsłabiej. Nie znaczy to jednak, że jest zła, po prostu miała sporą konkurencję ;) Animowana Szkocja wygląda niemalże realnie (naprawdę byłam pod ogromnym wrażeniem), dorośli mogą doszukać się pewnych nawiązań do innych filmów, zaś dzieci będą się z pewnością świetnie bawić.

Trylogia Iron Man'a. Iron Man 3 we francuskich kinach pojawił się już tydzień temu, a ja nie widziałam ani jednej z wcześniejszych części. Dostałam więc nakaz nadrobienia zaległości przed wybraniem się do kina ;) Za młodu trochę naoglądałam się bajek na cartoon network, więc totalnie zielona w temacie nie byłam, chociaż tyle:P Jeżeli widzieliście poprzednie części, to tylko potwierdzę, że ostatnia jest lepsza od drugiej, i moim zdaniem prawie dorównuje pierwszej. Troszkę trywialne zakończenie, ale po tego typu filmach raczej nie można było spodziewać się nic innego ;) aaa, tym razem Guy'a Pearce'a rozpoznałam nieco wcześniej ;)
Na koniec jeden z moich ulubionych kawałków do grania w guitar hero:P


The Sixth Sense - tym razem, to nie ja nadrabiałam filmowe zaległości ;) Ciekawym doświadczeniem było obejrzenie tego filmu po raz drugi, zupełnie inaczej się na wszystko patrzy - i niestety czar nieco też pryska, a szkoda.

State of Play - thriller na pograniczu crime i mystery. Mnie się film spodobał i umieściłabym go w pierwszej trójce miesiąca. Poza tym, chyba zaczynam lubić Russell'a Crowe.

Poza tym wszystkim kusi bardzo trzeci sezon Game of Thrones. Jestem jednak dopiero w trakcie drugiego tomu Pieśni Lodu i Ognia, więc w ramach "przypomnienia" co jest w filmie, a co w książce oglądamy sobie teraz na spokojnie sezon drugi (a ja nadrabiam książkowe zaległości).

A co dobrego Wy obejrzeliście w kwietniu? :)

30 kwietnia

kawałek Afryki w Alzacji

kawałek Afryki w Alzacji
Czy spotkaliście kiedyś w lesie małpę, która bardzo lubi popcorn? ;)
Jeżeli nie, to zachęcam do odwiedzenia niezwykłego parku, zwanego La Montagne des Singes (Góra Małp).



22 kwietnia

Szynkowe róże, czyli efektowna przekąska na imprezę

Szynkowe róże, czyli efektowna przekąska na imprezę
Przepis znalazłam tutaj już jakiś czas temu przy okazji organizowania parapetówki. Od tego czasu przekąska ta często gości u nas na wszelkiego rodzaju imprezach.

18 kwietnia

urodziny po francusku

urodziny po francusku
Wczoraj mój mężczyzna obchodził swoje urodziny i nieco mnie natchnęło by w końcu tu coś napisać. Z tej urodzinowej okazji upiekłam tartę cytrynową wg lekko zmodyfikowanego  przepisu Justyny. Podobno wyszła obłędna :) ja nie mam zielonego pojęcia jak powinna wyglądać i smakować, więc zdaję się na zdanie mojego prywatnego specjalisty od francuskich przysmaków ;)

Co do samych urodzin we Francji, to mnie zaintrygowało organizowanie czegoś w rodzaju urodzinowego balu przebierańców. Na taką imprezę często zaprasza się dość sporo osób, stąd też często pojawia się konieczność wynajęcia sali. A że czasem impreza jest nawet w jakimś innym mieście/wsi to warto zaopatrzyć się w śpiworek, by później gdzieś w kącie móc się przekimać ;)
Jeśli chodzi o stroje, to wypożyczalnie kostiumów muszą mieć się tutaj całkiem dobrze ;) I mowa  oczywiście o przebraniach nie dla małych dzieci, ale dla dorosłych. Wybór jest naprawdę niesamowity! Tutaj przedstawiam tylko niektóre, mnie najbardziej spodobała się Cruella Demon i Buzz ;)

zdjęcia strojów pochodzą ze sklepu vegaooparty.com


Zastanawia mnie czy takie zwyczaje mają miejsce tylko wśród tej części moich znajomych. Czy jednak to rzeczywiście jakaś francuska tradycja? ;) W każdym bądź razie my aż tak szaleć nie będziemy i zorganizujemy jedynie małą domówkę i po niej postaram się podzielić kilkoma imprezowymi przepisami, niestety nie francuskimi, ale zawsze mogą się przydać ;)

10 kwietnia

moja nowa przyjaciółka ;)

moja nowa przyjaciółka ;)
Troszkę mnie nie było. Obiecałam wpisy o Strasbourgu, tymczasem pogoda nie dopisywała, zaś ja wybrałam się do Polski na Święta, gdzie pogoda była jeszcze ciekawsza niż w Alzacji ;) Pierwszą w życiu białą Wielkanoc mamy na szczęście już za sobą, ja wróciłam do Francji i jak tylko słońce wyjdzie zza chmur wybiorę się na obiecany spacer z aparatem po mieście - bo tutaj wiosnę widać już na prawie każdym trawniku i krzaczku :)
Wróćmy jednak do Polski. Otóż czekał tam na mnie mój urodzinowo-bożonarodzeniowy prezent :) I oto on, a raczej ona:
Przyznam szczerze, że szyć jeszcze nie potrafię. Ale mam zamiar nad tym pracować. U mnie w domu zawsze była maszyna do szycia i nigdy nie było problemu ze skróceniem spodni, zmianą rozmiaru pościeli, obrusa czy firanek, i jej brak nagle dał mi się we znaki po przeprowadzce do Francji. Że jak, spodnie trzeba do krawcowej zanieść? I płacić? Że mamy jakieś okna nietypowe i firanki są wszystkie za duże i nie pasują? No nie, tak nie może być! I tak oto zrodziła się koncepcja kupna maszyny.
Niestety, u mnie w domu takimi przeróbkami zajmowała się zawsze mama. Ja w wieku 13 czy 14 lat postanowiłam pod jej nieobecność samodzielnie przerobić sobie spodnie, na takie mega wielkie dzwony. Efekt był taki, że ja dumna chodziłam w nich po szkole, zaś moja mama nie mogła na nie patrzeć, bo wszystko było krzywo, nierówno itd, a ponieważ połamałam kilka igieł dostałam zakaz szycia na maszynie :D
I tak moja obiecująca przygoda z szyciem nagle się zakończyła. Tym razem, skoro już miałam mieć swoją własną maszynę, dostałam kilka mega skróconych lekcji szycia od żony kuzyna. Nawet pochwaliła, że szybko łapię:) Na ile naprawdę podłapałam, o co w tym wszystkim chodzi, okaże się pewnie wkrótce, bo prócz kilku przeróbek planuję zrobić sobie pokrowiec na lustrzankę. Mam nadzieję jednak, że na dobre zaprzyjaźnimy się z Zochą (tak została ochrzczona) i uda nam się stworzyć troszkę ładnych rzeczy :)
Ze spraw innych to w końcu nauka francuskiego zaczęła mi iść lepiej, z czego bardzo się cieszę.


Pozdrawiam,
Melle Coccinelle :)


17 marca

Le Printemps du Cinéma

Od dzisiaj do wtorku w całej Francji trwa akcja Le Printemps du Cinéma, w ramach której bilety do kina kosztują jedynie 3,50 € (na wszystko, co jest grane). Jako kinomanka nie omieszkam skorzystać i mam zamiar obejrzeć Cloud Atlas. Niestety nie jestem jeszcze w stanie oglądać filmów po francusku - więc wszystkie francuskie produkcje w moim przypadku odpadają. Mam jednak nadzieję, że za rok, nie będę już miała takiego problemu :)
Szkoda, że w Polsce nie są organizowane takie ogólnokrajowe promocje kulturalne... Ale z drugiej strony kina dużo częściej same zachęcają do skorzystania z ich oferty różnymi innymi promocjami czy akcjami.

Poniżej uroczy spot "wiosny kin" :)




27 lutego

Strasbourg (1)

Strasbourg (1)
Dzisiaj pierwsza notka (i z pewnością nie ostatnia) poświęcona miejscu, w którym obecnie mieszkam :)


 
123rf.com


W Strasbourgu odnalazłam się wyjątkowo szybko, a to pewnie dlatego, że nie jest to takie w 100% francuskie miasto. Jego historia w przeogromnym skrócie przedstawia się tak:
  • Różne znaleziska z neolitu, epoki brązu czy żelaza, które odkryto w czasie prowadzenia wykopalisk archeologicznych, wskazują na to, że ówcześni ludzie mieli się tu dobrze ;)
  • III w. p.n.e. - osada celtycka Argentorate
  • 12 r. p.n.e. - Rzymianie "przejmują" miasto, nowa nazwa to Argentoratum. Jest to oficjalna data założenia Strasbourga. I od teraz Strasbourg będzie raz francuski a raz niemiecki:
  • w 500 r. miasto wchodzi do państwa Franków,
  • w drugiej połowie XIII w. uzyskuje jednak status wolnego miasta Rzeszy,
  • zaś pod koniec wieku XVII Strasbourg, wciąż jako wolne miasto, zostaje przyłączony do Francji. Niestety wiek później, w czasie rewolucji francuskiej, status ten traci.
  • Po wojnie fracusko-pruskiej (1870-1871) Strasbourg trafia do Cesarstwa Niemieckiego,
  • by po I Wojnie Światowej wrócić do Francuzów,
  • ale już w czasie II Wojny Światowej zostaje przejęty przez III Rzeszę,
  • aż w końcu w 1944 roku po przejęciu go przez generała Leclerca Francuzi mają go z powrotem.
Obecnie Strasbourg jest stolicą Alzacji, a Polakom kojarzy się głównie z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka czy Parlamentem Europejskim ;)
Mnie zaś kojarzy się z piękną architekturą, dobrym (i niestety ciężkim) jedzeniem, tłumami w czasie marché de Noël (a tak! bo to także stolica Bożego Narodzenia), bocianami:D starszymi paniami w tramwaju mówiącymi po alzacku, wieloma obcokrajowcami i Francuzami mówiącymi po angielsku. To może wydać się śmieszne, ale wybierając się tu na studia, wszyscy mi mówili, że Francuzi to językowi ignoranci i mówią tylko po francusku, bo ich język jest lepszy od innych ;) Tutaj chyba jest troszkę inaczej.

Teraz czas na kilka zdjęć, coby Wam miasto to wizualnie nieco przybliżyć :)

Panorama Strasbourga z jednego z budynków Universite de Strasbourg. Widać monumentalną katedrę:
 

Widok z katedry


 Europarlament


 Przepiękna Petite France.



 Tramwaje jeżdżące po trawce ;)




Byliście kiedyś w Strasbourgu? 
Dajcie znać, czy coś Was zainteresowało i czy chcecie się dowiedzieć czegoś więcej o tym miejscu:)


22 lutego

Francja i ja

Prace nad wyglądem bloga mogę uznać za skończone, nadszedł więc czas, by w końcu coś napisać. Pomyślałam, że może po prostu przedstawię moją francuską historię w pigułce;)

Zacznę od tego, że wydaje mi się, że Francja była mi przeznaczona. W jakiś dziwny sposób wszystko mnie do tego kraju kierowało. Zaczęło się od gimnazjum - gdzie trafiłam do klasy z językiem francuskim. Niestety nie każdy nauczyciel potrafi wiedzę przekazać i w moim przypadku 3 lata "nauki" języka zaskutkowały jedynie znajomością dwóch piosenek oraz kilku przekleństw, o czym za chwilę. W gimnazjum też po raz pierwszy miałam okazję Francję zwiedzić - najpierw kilkudniowa wycieczka do Paryża z moim Ojcem i bratem, a rok później w ramach wymiany szkolnej wyjechałam do Francji na niecałe dwa tygodnie. Wtedy to właśnie nauczyłam się czegoś więcej prócz tych dwóch piosenek ;)
W liceum kontynuowałam naukę języka francuskiego, ale mimo dobrych wyników w dzienniku, wciąż nie byłabym w stanie się w nim porozumieć... I po liceum była taka cisza przed burzą ;)
Studiowałam Fizykę Ciała Stałego we Wrocławiu i na trzecim roku mój opiekun naukowy zaproponował mi 10-dniowy wyjazd do Francji w ramach współpracy z Université de Strasbourg. Oczywiście skorzystałam z okazji i od razu zakochałam się w Strasbourgu. W międzyczasie rozpoczęłam drugi kierunek studiów i zaczęłam się przygotowywać do wyjazdu do Francji w ramach podwójnego dyplomu z fizyki.
No i tak właśnie znalazłam się ponownie w Strasbourgu, tym razem na 10 miesięcy. Mój plan był taki, by po skończeniu stypendium wrócić do Polski, skończyć drugi kierunek studiów albo ...zostać nauczycielem fizyki ;) Życie potoczyło się jednak tak, że zakochałam się nie tylko w Alzacji ale też w pewnym Francuzie. Do Polski wróciłam, w przyspieszonym trybie skończyłam drugi kierunek i ponownie wyjechałam do Francji. Tym razem na stałe. Chyba. Bo jeszcze głębiej w duszy ciągnie mnie do Skandynawii, ale to być może tylko takie moje podróżnicze ciągoty.

Pozdrawiam,
Melle Coccinelle

12 lutego

Odlot kaczkolota

Odlot kaczkolota
    Kaczkolot jest od kilkunastu lat najwierniejszym towarzyszem mojego życia, stąd też postanowiłam, że blog będzie "na cześć" jego osoby ;)
Blog obecnie jest w budowie, a to jest taki post testowy, żebym sobie mogła wszystko w międzyczasie odpowiednio poukładać.

    Gdyby ktoś tu przypadkiem trafił to zapraszam ponownie za jakiś czas, kiedy się z tym wszystkim uporam. A co będzie można u mnie znaleźć? Przede wszystkim będę starała się przedstawić jak wygląda życie na emigracji, postaram się opisać ciekawe zwyczaje Francuzów, jak także polecić ciekawe miejsca do odwiedzenia (czy też zdać relacje z własnych wypraw), zapewne znajdzie się tu co nieco informacji o kuchni francuskiej i pewnie nie jeden przepis, a czasem podzielę się także czymś związanym z takim moim małym hobby, którym jest wszystko co można sobie samemu zrobić, czyli tzw. DIY.


 A oto i kaczkolot we własnej osobie ;)

Pozdrawiam,
Melle Coccinelle


Copyright © 2016 Madou en France , Blogger