15 października

La Strasbourgeoise czyli bieg dla cycków :)

Cieszę się, że wczorajszy wpis część osób rozbawił:)
Dziś chciałabym napisać o tym, co robiłam w ostatni piątkowy wieczór. Razem z 15 tysiącami kobiet brałam udział w biegu nocnym La Strasbourgoise, którego celem jest walka z rakiem piersi. No samo bieganie nie sprawi, że raka nie będzie, ale chodzi o solidarność, edukację i wsparcie.


W Strasbourgeoise brałam udział po raz drugi. Rok temu był to mój pierwszy biegowy start w życiu ...i od tego momentu naprawdę pokochałam bieganie, a wierzcie mi, że wcześniej tej dyscypliny sportu nienawidziłam i nie do końca rozumiałam, co w tym ciekawego (przecież rower, basen czy wioślarstwo są tysiąc razy lepsze!). Ale w końcu i ja złapałam bakcyla ;)
W te wakacje niestety nieco się zaniedbałam, co poskutkowało zakwasami, o których Wam pisałam w jednym z wrześniowych słówek na niedzielę.

Dlaczego Strasbourgeoise jest biegiem wyjątkowym?
Po pierwsze biegną prawie same kobiety. Prawie, bo zdarzają się też panowie przebrani za kobiety, którzy chcą nas bardzo dopingować ;)
Po drugie - nie ważne jest czy ktoś biega mega super, czy sobie tylko truchta, liczy się super zabawa i piękny cel.
Po trzecie - jest świetna atmosfera, na całej trasie sobie śpiewamy a po drodze jest mnóstwo osób nas dopingujących, orkiestry grające muzykę, panowie krzyczący "allez les filles!" i strażacy :) Tak wszystkie uczestniczki kochają strażaków, którzy nas dopingują na wyciągniętej nad biegnącymi drabinie. W tym roku nawet narodził się pomysł, by strażaków namówić na kibicowanie nam w samych kalesonach ;) niestety nic z tego nie wyszło, ale może za rok... kto wie ;) Poza tym mnóstwo osób się przebiera, jest możliwość zapisania się do biegu w grupach, w duo mama-córka czy nawet w trio babcia-mama-córka. No rewelacja!
Po czwarte bieg ma miejsce w centrum Strasbourga, czyli trasa jest naprawdę wyjątkowa.

I pewnie jeszcze kilka innych powodów się znajdzie. Teraz moja mini relacja z tegorocznej edycji.

Zapisałam się nieco późno (nie byłam pewna czy nie szykuje nam się przeprowadzka w inne rejony), więc trafił mi się dość wysoki numerek, choć jak na 15 tysięcy osób, to i tak nie jest źle ;) W piątek rano odebrałam koszulkę i okazało się, że zostały już tylko XL... Trudno, postanowiłam, że pobiegnę w tej z ubiegłego roku, nie szkodzi, że przeterminowana ;p

W zeszłym roku osoby maszerujące i biegnące były ze sobą wymieszane i było to dość niebezpieczne, na szczęście  w tym roku organizatorzy pomyśleli o rozdzieleniu uczestników. Niestety nie pomyśleli jednak o strefach startowych co przy takiej ilości uczestników naprawdę ułatwia sprawę. Ja oczywiście przyszłam jak już było mnóstwo ludzi i gdzieś tam w tłumie się ustawiłam. Start i ruszyły pierwsze dziewczyny :) Mnie start udało się przekroczyć jakieś 4 minuty później w ogromnym korku. Tutaj wielka szkoda, bo bardzo wąska uliczka, w sumie nie wiem, dlaczego skoro w tym roku było więcej osób nie zatrzymano tramwajów (tak jak rok temu) przez co można byłoby zapewnić szerszy "pas startowy" dla uczestników. A tak to był jeden wielki korek. Niestety w tym roku trasa była troszkę źle przewidziana i ten korek trwał praktycznie do mety. Ale nie szkodzi, mam nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy i tę kwestię udoskonalą (tym bardziej, że co rok uczestniczek jest coraz więcej, zaczęło się od 500 osób w 2010, rok temu było nas 10 tys, w tym roku o 5 tysięcy więcej - to robi ogromną różnicę!).

Atmosfera była świetna, choć w czasie poprzedniej edycji było nieco więcej osób nas dopingujących. Podejrzewam, że przestraszył ich nieco deszcz. Ale biegnącym deszcz był nie straszny, ba, nawet świetnie orzeźwiał :) Przyznam, że miałam trochę nadzieję pobiec lepiej niż rok temu, ale właśnie ze względu na korki zupełnie nie było to możliwe i dotarłam na metę totalnie przemoczona ale zdecydowanie nie zmęczona ;P na trasie zdarzały się osoby, które się zatrzymywały, ale wtedy z innym dziewczynami starałyśmy się je zmotywować, że to już ostatni km i dajemy razem. I to właśnie było coś wspaniałego. Wsparcie, solidarność, bycie razem. Śpiewanie na trasie, machanie, piszczenie (wysoko, a jak!). Tutaj filmik z trasy - widać, że uliczka nieco wąska jak na taką imprezę biegową i że tylko na początku jest w miarę luźno - ale nawet jak tłocznie to mega sympatycznie!


I oto ja, już po biegu, przemoknięta, nieco zmarznięta i mimo wszystko zadowolona (wybaczcie jakość ale robione telefonem w deszczu...). Za rok chcę znowu! (ale tym razem przyjdę wcześniej:p)


Więcej informacji o La Strasbourgeoise oraz zdjęcia i filmiki na oficjalnej stronie, którą znajdziecie tutaj (FR).

Bisous, 




Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger