01 października

petits bonheurs de septembre

Wrzesień minął szybko, przyszła jesień, raz piękna i słoneczna, innym razem deszczowa i melancholijna (ale też piękna!). Zdecydowanie po wiośnie jest to moja ulubiona pora roku :) Góry stają się najpiękniejsze, wkrótce będzie można kupić pieczone kasztany (a może już są?), w chłodniejsze wieczory będę rozgrzewać się pysznym grzanym winem i może w końcu nauczę się robić zupę z dyni (podobno bardzo łatwe - tylko jeszcze nigdy nie próbowałam...).
Tym, którzy za jesienią nie przepadają polecam 40 powodów, które pomogą w innym  spojrzeniu na tę porę roku (EN).


Wrzesień był dla mnie przede wszystkim miesiącem powrotu do blogowania (hmm, jakiego powrotu, ja się przecież wcześniej w ogóle nie rozkręciłam!). Zaczęłam także chodzić na tańce. Ale nie byle jakie tańce, polskie tańce! Gdyby trafił tu ktoś z Alzacji i był zainteresowany odsyłam do Wiosny.

Zaraz na początku września wybraliśmy się na ostatni w tym sezonie pokaz świetlny na katedrze w Strasbourgu. Był naprawdę niesamowity!


Wróciłam do regularnego biegania (żebym tylko nie zapeszyła:p). A że Strasbourgoise już w przyszłym tygodniu, to i na kilka grupowych treningów się wybrałam (czyli ponad 100 kobiet biegających po parku, zaś w biegu ulicznym będzie nas ok 15 tys!!!). Niestety pierwszy z nich skończył się ogromnymi zakwasami, czyli les courbatures (udało się, zapamiętałam to słówko!).

Po raz pierwszy w życiu zjadłam ślimaki :)


Polacy wygrali Mistrzostwa Świata w siatkówce! Dzięki niezapowiedzianej promocji i odkodowaniu kanału beinsport mogłam oglądać finał przed telewizorem i głośno dopingować naszych (ciekawe co na to sąsiedzi).

*
Któż nie lubi domowej pizzy na cieście własnej roboty? (zwłaszcza gdy we Francji królują takie na kupnym cieście...)


Skoro już jesteśmy przy tematach kuchennych, to na blogu pojawił się przepis na l'eau de canelle, czyli wodę cynamonową :)


D'rôle de Conv'4 - cały dzień spędzony na graniu w planszówki i wszelkie inne gry towarzyskie :)

Choucroute aux Trois Poissons w Maison Kammerzell - czyli uroczysta kolacja z okazji przejścia na emeryturę szefa mojego mężczyzny, poprzedzona była le vin d'honneur w merostwie. Choucroute normalnie podaje się z kiełbasą i sporym kawałkiem boczku, w tym przypadku było to jednak zaskakujące połączenie kiszonej kapusty i trzech rodzajów ryb, które należy kosztować po kolei, zaczynając od halibuta (le flétan), poprzez łososia (le saumon) i kończąc na wędzonym plamiaku (l'aiglefin fumé = le haddock) o najintensywniejszym smaku... Pyszności i wspaniała obsługa, posiłek w Maison Kammerzell to punkt obowiązkowy przy zwiedzaniu Strasbourga!

*

Michał Kwiatkowski Mistrzem Świata!!! Co za finish :) (FR)


U sąsiadów znajomych życie jest sówkowe ;) (c'est chouette = jest super, la chouette = puszczyk/sóweczka)


Koncert Orkiestry Filharmonii Strasburskiej w ramach festiwalu Musica 2014. Teraz w głowie i głośnikach gra mi cały czas Ravel :)



Poza tym rowerowe wycieczki, spacery i korzystanie z ostatnich ciepłych dni. Z balkonu zaś takie widoki...



A jak Wam minął wrzesień? 





Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger