02 listopada

petits bonheurs d'octobre

Zamiast słówka na niedzielę o moich małych październikowych szczęściach :) Miesiąc ten minął w oka mgnieniu, mimo, że wydarzyło się w nim nieco mniej niż we wrześniu. Może to jakiś efekt uboczny zmiany czasu?



ARTIS'âme, czyli mini targi rękodzieła. Uczta dla oczu i zmysłu kreatywności (bo to chyba taki zmysł jest, nie?). Mnie zauroczyło szczególnie stoisko z pluszowymi warzywami. I stałam się również posiadaczką guzikowego naszyjnika ;) O słownictwie związanym z przeróżnego rodzaju robótkami ręcznymi czyli l'artisanat pisałam tutaj.




Tomi Ungerer Musée. Pierwsza niedziela miesiąca to wspaniała okazja by wybrać się do któregoś z muzeów - wstęp jest darmowy. Tomi Ungerer to wybitny alzacki ilustrator, autor takich książek jak Moon Man czy  Otto: The Autobiography of a Teddy Bear. Książeczki niezbyt znane w Polsce, ale w 2011 doczekały się polskiego wydania - jeżeli na nie traficie, to myślę, że warto je kupić. To muzeum zrobiło na mnie mega pozytywne wrażenie i wszelkim fanom sztuki oraz ilustracji bardzo polecam. 

Moon Man tomiungerer
Strasbourgeoise. A później przestałam biegać <wstyd>. Zadanie na listopad: spróbować biegać 2 razy w tygodniu. Byle tylko nie padało z rana! Później już może ;)

Crédit photo Félix POIRIER Lilly

Salon Mer & Vigne. I mnóstwo smakołyków np śmierdzące kilkuletnie sery ;) (ale ja tam ja je lubię:p)




Rodzinne wypad pod Belfort i 9-kg indyk, któremu trzeba było obciąć nogi i skrzydła by zmieścił się w piekarniku ;)



Niebałagankowe wyzwanie organizacyjne i moje małe DIY



Koncert Les Percussions de Strasbourg, którego tak bardzo nie mogłam się doczekać, że poszłam na niego już wieczór wcześnie. Niesamowite doświadczenie i z chęcią wybiorę się na kolejne koncerty tych artystów. Do słuchania w domu raczej się nie nadaje ale do oglądania jak najbardziej, bardzo ciekawe widowisko, live painting i granie smyczkami na cymbałach (bo kto powiedział, że nie można?).

Les Percussions de Strasbourg
W październiku końcu zrobiłam podejście do zupy dyniowej i wyszła całkiem niezła. Chciałam zrobić też dyniowe klusi, ale gdy po pierwszej porcji okazało się, że to jedna wielka klapa szybko przerobiłam ciasto i zrobiłam nawet znośne babeczki (a ciasto robione całkowicie na czuja!). I dwa razy upiekłam ciasto marchewkowe:) Oczywiście zdjęć nie ma, bo zanim ja wpadłam na to by je zrobić to wszystko wylądowało już w brzuszkach ;) w listopadzie się poprawię! A jak chcecie przypomnieć sobie słownictwo warzywno-owocowe zajrzyjcie tutaj :)


Listopad rozpoczynam zaś od otwarcia sezonu na raclette :)

Pięknej niedzieli!



Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger