08 grudnia

Ulubiona świąteczna tradycja

U Uli zaczyna się właśnie nowe wyzwanie i jak na grudzień przystało jest ono bardzo świąteczne :)

Uwielbiam magię Świąt, choć przyznam, że nie zawsze tak było (taki etap buntu, też przez to przechodziliście?). Będąc dzieckiem nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu przyjdzie czas Bożego Narodzenia, zjeżdżała się cała rodzina, a w czasie wieczerzy Babcia pozwalała mi zjeść tyle uszek ile byłam w stanie pomieścić ;) Gdy byłam nastolatką Święta kojarzyły mi się tylko z zamieszaniem, nerwówką przy sprzątaniu (ha, teraz mam wszystko zaplanowane i żadnych nerwów nie będzie:D kto planu jeszcze nie ma - klik, klik!) oraz powtarzaniem oklepanych życzeń przy łamaniu się opłatkiem, a cały urok Świąt gdzieś przy tym ginął. Chyba dopiero, gdy wyjechałam na studia do oddalonego nieco Wrocławia zaczęłam Boże Narodzenie doceniać na nowo... A od kiedy mieszkam we Francji tym bardziej nie mogę doczekać się tego czasu :) Ale miało być o ulubionej tradycji.



Dla mnie jest to chyba czekanie z rozpoczęciem wieczerzy na pierwszą gwiazdkę. Wszystko jest już przygotowane, zaczynają schodzić się bliscy i wypatrujemy w oknie czy już pojawiła się ta pierwsza gwiazda na niebie.


Gdy byłam mała siedziałam z nosem przyklejonym do szyby i jako pierwsza ogłaszałam, że już możemy zaczynać :)

Mam jeszcze jedną tradycję, którą bardzo lubię. Otóż w naszej rodzinie prezentów nie przynosi żaden Mikołaj, ale Aniołek.


I by mógł je przynieść należy zostawić uchylone okno. Po zakończonej wieczerzy jest czas wspólnego kolędowania i wtedy nagle słychać brzmienie dzwonka - to znak, że Anioł właśnie pozostawił prezenty i opuścił pokój. Czasem tak się spieszy, że zdarza mu się zostawić jakieś swoje pióro. A anielskie pióro, to przecież nie byle co! I jak tu nie wierzyć w Anioły? :)




Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger