16 listopada

13.11.2015

Bardzo ciężko ułożyć w słowa milion myśli związanych z tą tragedią. W ciągu ostatnich dni dostałam wiele wiadomości od bliższych i dalszych znajomych, czy u nas wszystko dobrze, jak wygląda sytuacja, czy nikomu z naszych bliskich nic się nie stało...
U nas jest w miarę spokojnie. Kontrole na granicy, więcej patroli z uzbrojonymi żołnierzami na ulicy, wieczorem świeczki w oknach. Nie wiadomo, czy w tym roku będzie miał miejsce ogromny jarmark świąteczny w Strasbourgu, decyzja ma zapaść w środę. Ale życie musi toczyć się dalej.
W piątek do 2-giej w nocy słuchałam wiadomości, po czym nie mogłam spać. Kolejnych dwóch dni nie chciałam spędzać w domu. Chciałam uciec od tych wydarzeń i najchętniej zamieszkać gdzieś w lesie bez telewizora i internetu.

Czy się boję? Chyba każdy obawia się tego, co może przynieść nowy dzień. Kapuściński lepiej niż ja opisał plagi współczesnego świata.
Mimo wszystko chcę wierzyć, że dobro zwycięży. W piątek Francuzi otwierali swoje drzwi nieznajomym, by dać schronienie tym, którzy nie mogli wrócić do domu. W sobotę licznie oddawali krew z nadzieją, że komuś uratują użycie i ofiar śmiertelnych nie będzie więcej. Cały świat jednoczył się z pogrążoną w bólu Francją.

Modlę się o pokój dla świata. I miłość. Żeby tylko nie wpuścić jakiejkolwiek formy nienawiści do naszych serc.

A w Strasbourgu dziś piękne niebieskie niebo i słońce. 


Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger