08 listopada

Petits bonheurs de septembre et octobre

Coucou!
Myślę sobie, że łatwo się czasem w blogowaniu zgubić. Zdarza się, że zamiast pomyśleć o tym, co sprawia mi w nim największą przyjemność myślę sobie, że MUSZĘ napisać. Dawno już zabrakło tutaj spontaniczności, wpisy, które dodawałam były zaplanowane do różnych projektów czy stworzone pod różnego rodzaju blogowe współprace. Czy tędy chcę podążać? NIE. Wrzesień i październik były cudowne. Ostatnie dni lata i początek mojej ukochanej jesieni. Trochę więcej pracy, ale też dużo spotkań ze wspaniałymi ludźmi. W wolnych chwilach nadrabianie książek i sporo pracy nad sobą. Chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak spokojna i tak dobrze w miejscu, w którym jestem.
Tak, to zdecydowanie najwyższa pora na powrót moich petits bonheurs :)

Et voilà, le retour de mes petits bonheurs. Je sais, ça faisait longtemps... C'est très facile de se perdre dans le blogging. Je pense que j'ai manqué un peu de spontanéité. Finies les fausses excuses. Septembre et octrobre étaient juste splendides! Plein de rencontres, un peu plus de boulot, et beaucoup de travail sur moi-même.

Wrzesień minął mi przede wszystkim sportowo :) Dzięki Nice wróciłam na serio do biegania. Wzięłam się też za swoje zdrowie i zaczęłam nadrabiać wszystkich zaległych lekarzy.

W pierwsze wrześniowe dni wyszalałam się za wszelkie czasy w Europa Park. Jest to jeden z najlepszych parków rozrywki na świecie i mówię Wam, adrenalinka na rollercoasterach jest :D


Lato pożegnałam ze wspaniałymi kobietami z Klubu Polki na Obczyźnie. To było cudowne spotkanie pod Paryżem, o którym więcej możecie poczytać na stronie klubu. A w niedzielę, przed powrotem do Strasburga, miałam przyjemność pospacerować po Paryżu z cudowną Sylwią z Garoterapii :)

Klub Polek na Obczyźnie
berety w Paryżu

Wróciłam też do nauki francuskiego, tak na serio. Wydaje się, że używając go na co dzień niepotrzebne już żadne kursy, ale nic bardziej błędnego! Zdecydowałam się zapisać na dwa różne kursy - na jednym szlifuję gramatykę, na drugim rozmawiamy o kulturze francuskiej i czytamy francuskie powieści.

Journées du Patrimoine, czyli Dni Dziedzictwa. W tym roku zwiedziliśmy tylko Palais du Rhin. Wizyta o tyle wyjątkowa, że miejsce to można zwiedzić tylko i wyłącznie raz w roku - właśnie w czasie tych dni. Pałac przepiękny, tylko dlaczego ja znowu zapomniałam o swoim aparacie?!


Vin nouveau!
Początek jesieni to dla mnie też rodzinne posiłki z najlepszymi darami jesieni - orzechami, musującym i jeszcze pracującym młodym winem (w smaku bliżej mu do soku z winogron) oraz zupą z dyni. Pycha!

Do Nancy niby nie mam daleko, ale dopiero po 4 latach mieszkania w Strasbourgu udało mi się tam wybrać. I to służbowo, więc jedynie starczyło mi czasu na szybki spacer. Ale i to dobre!

Jesień przywitałam oczywiście w górach :) Wogezy pokochałam całym swoim sercem i teraz gdy tylko mamy trochę więcej czasu staramy się uciekać na spacery lub wędrówki po górach :)
Wogezy, Alzacja, natura

Pamiętacie dlaczego kocham jesień? Jeśli nie, to poczytajcie tutaj. (ha, wełnę na szalik już mam i testuję różne sploty!)

We wrześniu ukazała się w Polsce także płyta Claudio Capéo, a mój blog został jednym z patronów medialnych. Cieszę się podwójnie, bo Claudio pochodzi z i mieszka w Alzacji :) Moje tłumaczenie jego piosenki Un homme debout znajdziecie tutaj.

Październik rozpoczęłam od biegu ulicznego Strasbourgeoise. Jest to wyjątkowy bieg kobiet dla kobiet. Pisałam o nim już 2 lata temu (klik, klik). W tym roku byłam wyjątkowo pozytywnie zaskoczona jego organizacją! Raz, że koszulki prześliczne, dwa, że bezpieczeństwo, a trzy, że w końcu dobrze oddzielone grupy i dobra trasa. Zaś po biegu zamiast butelek z wodą czekały na nas wyprodukowane we Francji kubeczki napełnione kranówką :) Prosto z hydrantu!
bieg kobiet w Strasburgu
W październiku udało nam się trochę odgracić nasze mieszkanko, sporo niepotrzebnych nam rzeczy będących w całkiem niezłym stanie oddaliśmy do fundacji Emmaüs (pamiętacie mój wpis o Abbé Pierre? To jego dzieło!).

Zmotywowana przez Agnieszkę z Chatki Baby Jogi w listopadzie postanowiłam także przyjrzeć się naszej produkcji odpadów. Dla tych, którzy ciekawi są, co się stało z moją akcją zmniejsz śmiecia podsumowanie umieszczę jeszcze w tym tygodniu na blogu. Napiszę o tym, co udało mi się osiągnąć, z czym nadal mam problemy, co jeszcze chcę zmienić, a czego na razie nie. I dlaczego aż półtora roku (!) zajęło mi przygotowanie kolejnego wpisu z tego cyklu.


Nie mogło być lepszego zakończenia października jak weekend w Wogezach z przyjaciółmi i pierwsze raclette w sezonie. Nie wiem jak Wy, ale ja je po prostu uwielbiam! Pogoda w ostatni weekend października nam wyjątkowo dopisała :) Wieczorami zaś graliśmy w planszówki i karty - żyć, nie umierać!

Przetwory
Dużo czasu spędzałam w kuchni robiąc słoiki z darami natury :) We wrześniu przerabiałam ostatnie cukinie na pyszny ketchup. Październik to idealny czas na robienie galaretki z pigwy (która się uparła i galaretką zostać nie chciała), a z "odpadów", t.j. ugotowanej pigwy zrobiłam pyszne pâte, czyli taką gęstą pastę (niczym marcepan, tylko że z pigwy). Część zawekowałam, by móc przyrządzić to znów na Boże Narodzenie - w Hiszpanii i w Prowansji jest to jeden z bożonarodzeniowych deserów :) Normalnie palce lizać!

A co działo się na blogu?

Podrzucam Wam jeszcze małe podsumowanie tego, co w tych miesiącach działo się na blogu - jeśli coś przegapiliście, to możecie teraz nadrobić! :)

A jak Wam minęła pierwsza połowa jesieni?



Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger