06 stycznia

Petits bonheurs de décembre

Bonne année! W pierwszym noworocznym wpisie chcę Wam życzyć dużo pięknych momentów przez cały rok 2017 :) Wyłapujcie swoje małe szczęścia i kolekcjonujcie cudowne przeżycia! I ślijcie dobro dalej :)

Bonne année! Dans ce premier post de 2017, je vous souhaite plein de beaux moments tout au long de l'année! Cherchez vos petits bonheurs et savourez de merveilleuses expériences! Et passez le bonheur au suivant!

Grudzień minął w tempie super ekspresowym, przygotowania do Świąt, wyjazd do Polski, choroba, powrót do Francji, Sylwester i hop, mamy Nowy Rok :)

Pierwszego dnia grudnia świętowaliśmy obronę doktoratu mojego kolegi, to już chyba ostatni doktor z grona moich znajomych. We Francji po obronie organizuje się zazwyczaj mały poczęstunek dla wszystkich obecnych, a wieczorem idzie się z bliższymi znajomymi i rodziną do restauracji na coś konkretniejszego (bo w tym stresie, to czasem lunch nie przejdzie :P ).

Razem z blogerami językowo kulturowymi ruszyliśmy zaś z akcją "Blogowanie pod Jemiołą". U mnie mogliście poczytać o alzackich korzeniach drzewka bożonarodzeniowego oraz popodziwiać piękną choinkę w Strasbourgu :)
Nasza choinka zaś nieco odbiegła od standardów i zawisła ...na ścianie! Przyznam się szczerze, że jestem w niej po prostu zakochana :))) A i innym się udziela, bo moja mama w Polsce zażyczyła sobie podobną u siebie!
W niewielu wolnych chwilach w grudniu wzięłam się za robótki :) Raz w miesiącu w mojej ulubionej herbaciarni organizowane są warsztaty robótkowe, na których można porozmawiać trochę po angielsku. Warsztaty te były bodźcem do tego, by w końcu zacząć robić szalik na zimę i by nauczyć się szydełkować (za pomoc dziękuję też niezastąpionemu youtubowi :P). Dzięki temu powstało w grudniu kilka ekologicznych myjek do naczyń ze sznurka konopnego :D

Oczywiście w Mikołajki nie obeszło się bez pieczenia pysznych meneli ;)
Wybraliśmy się też na cudowny, kameralny koncert Anny Marii Jopek. Bardzo dużo pozytywnej energii! Żałuję tylko, że mój aparat moje zdolności fotograficzne przegrały z oświetleniem... To była prawdziwa uczta dla uszu i dla duszy!
W grudniowe dni i wieczory Strasbourg spowiła mgła. Katedra jak zwykle prezentowała się imponująco...
Na facebooku opowiadałam Wam, że lecąc na francuski znalazłam na ulicy zgubiony prezent. Dzięki wizytówce sklepu przyczepionej do świątecznego opakowania udało mi się odnaleźć jego właścicielkę :) Coś niesamowitego! Właścicielka zguby zaś pochodziła z północy Francji i również mi postanowiła coś drobnego podarować - pyszne cukierki les Bêtises de Cambrai - specjalność ta jest wpisana w Dziedzictwo Narodowe Francji. Pycha!

Postanowiłam nieco bardziej zaangażować się w ruch Zéro Déchet (zero odpadów, zero waste) w Strasbourgu i pomagałam w organizacji świątecznych warsztatów :) To była dobrze spożytkowana sobota!

Gdy wieczorami nie szydełkowałam lub nie robiłam na drutach, to piekłam pierniczki oraz bredele - alzackie ciasteczka świąteczne. Chyba w końcu udało mi się znaleźć 4 przepisy, które będę zawsze robić - czekoladowo-cynamonowe gwiazdki, orzechowe serduszka, kakaowo-imbirowe księżyce oraz precelki w różowym lukrze o smaku grzańca :) Prawie wszystkie ciasteczka i pierniczki poszły od razu słoików na prezenty dla bliskich, stąd brak zdjęć tegorocznej armii piernikowych bałwanów czy ...bocianów ;) Za to jest zdjęcie słoików, które sprawdziły się świetnie jako opakowanie zamiast foliowych woreczków.
Później pojechałam do Polski i ...się totalnie rozchorowałam. W sobotę zdążyłam jeszcze pójść z moją Mamą na jarmark świąteczny w Oświęcimiu, ale już wieczorem czułam, że chyba coś mnie bierze i to coś odebrało mi wszelkie siły do wstawania z łóżka na całe następne 3 dni. Plus jest taki, że Mamusia się mną znakomicie opiekowała i pewnie we Francji takiej opieki bym nie miała :P

Gdy już wyzdrowiałam to Święta minęły bardzo szybko, z bratem tradycyjnie wybraliśmy się do kina by obejrzeć najnowsze Star Wars, udało mi się spotkać z przyjaciółkami z liceum i gimnazjum i trzeba było wracać, choć chętnie zostałabym jeszcze z tydzień... Powroty bywają trudne.

Przyjechałam, 2 dni się rozpakowywałam i odsypiałam i trzeba było się zbierać na francuskiego Sylwestra. Jak co roku spędziliśmy go gronie znajomych na domówce, grając w planszówki i karty, bawiąc się z dziećmi znajomych i nawet udało się nie przegapić północy, bo sąsiedzi 5 min wcześniej zaczęli strzelać petardami (rok temu byliśmy w Wogezach - daleko od granicy, to i petard nikt nie miał, bo we Francji są zabronione i jakoś tej północy nie zauważyliśmy ;) ).

W taki właśnie sposób wkroczyłam w rok 2017 :) I wierzę, że to będzie dobry rok!

A według instagrama mój 2016 można podsumować w ten sposób:



Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger