25 lutego

Moje studia we Francji


W tej odsłonie akcji blogerów językowo-kulturowych w 80 blogów dookoła świata postanowiliśmy skupić się na Erasmusie i studiowaniu za granicą. Pewnie wielu z Was myśli, że aby studiować we Francji koniecznie trzeba znać francuski. Otóż jestem żywym przykładem tego, że tak nie jest! Co więcej, przez całe moje studia we Francji mój francuski nawet nie drgnął (z czego akurat nie jestem dumna, ale czasu już nie cofnę). W tym wpisie przeczytacie więc o moim Erasmusie we Francji, będzie trochę wspomnień ale i znajdą się także informacje praktyczne.

Moje studia - wybór uczelni, kierunek

Wyjazd do Francji nie wziął się z miłości do tego kraju, wspominałam już na blogu, że to Francja mnie wybrała, a nie ja ją ;) Zagraniczne stypendium zaproponował mi mój opiekun naukowy z Politechniki Wrocławskiej - cały wyjazd był kontynuacją programu Master of Physics organizowanego we współpracy z Uniwersytetem w Strasburgu (dawniej Université Louis Pasteur, obecnie Université de Strasbourg). Więc w moim przypadku odpadało to całe szukanie uczelni, która ma odpowiedni kierunek i prowadzi zajęcia w odpowiednim języku. 

Francuski akademik

Miejsce w akademiku trzeba było sobie załatwić jeszcze przed wyjazdem. Jest to oczywiście najtańsza opcja. Pokoje dla studentów są tylko jednoosobowe, do wyboru z osobną łazienką i toaletą lub ze współdzielonymi na piętrze. Jest też możliwość otrzymania małego studio z mini aneksem kuchennym (tzn dwoma palnikami elektrycznymi). Oczywiście wszystko zależy od miasta i uczelni. 
Niektóre pokoje to 2x2m, w których mieści się miniaturowa kabina łazienkowa. Dostosowane do tego, by tylko w nich nocować. Inne mogą być większe (na szczęście mi się taki trafił). Obecnie wiele akademików jest intensywnie modernizowana, 7 lat temu różnie jeszcze z tym bywało. W moim akademiku wspólna kuchnia to była katastrofa. 4 elektryczne palniki na całe piętro. I to było całe wyposażenie. U koleżanki w akademiku obok (odnowionym, ale z mini pokojami), było lepiej, i można było gotować a nawet coś zjeść w kuchni. 
Co mnie zaskoczyło, to że nikt nie sprawdzał, czy ktoś przychodzi do mnie nocować czy nie (w sumie to można było mieszkać w dwie osoby, tylko nieco ciasno - ale jak ktoś jest przyzwyczajony do polskich akademików, to by dał radę!).

Bank, ubezpieczenie

Założenie francuskiego konta okazało się konieczne. Na szczęście nie było to zbyt trudne, bo na studentów czaiły się konsultantki zachęcające do założenia konta akurat w ich banku. Konto za darmo, bez wymaganych minimalnych wpływów, dodatkowo 10 obiadów na stołówce "gratis". Brak znajomości francuskiego też nie był żadnym problemem. Po zakończeniu studiów konto udało się bezproblemowo zamknąć i przelać resztę pieniędzy na polskie konto w euro. 
Ubezpieczenie mieszkania/pokoju w akademiku jest obowiązkowe. Tutaj było nieco więcej klocków. Na szczęście polscy znajomi doradzili co i jak i znów obeszło się bez francuskiego. Ważnym jest by po zakończeniu studiów nie zapomnieć i umowę rozwiązać. Bo będą koniecznie chcieli ubezpieczać nam pokój w przyszłym roku i wyślą wezwanie do zapłaty. Teraz załatwiłabym ubezpieczenie przez bank (bo najwygodniej, wszystko w jednym miejscu).

Legitymacja studencka 3 w 1

W Strasburgu legitymacja studencka służy także jako bilet miesięczny oraz metoda płatności na stołówce uniwersyteckiej. Do 26. roku życia przysługuje nam tutaj zniżka na miesięczny/roczny abonament na tramwaje i autobusy. Obiady na stołówce są dofinansowywane przez państwo, więc gdy ja studiowałam, to wychodziły taniej niż w Polsce. Zawsze przystawka, danie główne i deser. I zawsze kilka możliwości do wyboru. Różne stołówki mają różne reputacje, jedne są tragiczne, inne całkiem dobre. Korzystać z nich można w porze lunchu oraz także wieczorem, po zakończonych zajęciach, co też często z naszymi znajomymi robiliśmy (i chyba to by tłumaczyło moje ówczesne +10kg!). 


Sesja i egzaminy

Nie będę nikogo oszukiwać - trochę się tam obijałam. Sesja to był bardzo zimny prysznic. Po pierwsze egzaminy z 8 przedmiotów upchane w 1.5 tygodnia. I to nie byle jakie egzaminy. To były kobyły. 2 egzaminy obejmowały po 2 przedmioty i trwały 4 godziny. Reszta po 2 godziny. Aby zaliczyć trzeba było mieć z wszystkich średnią powyżej 10 pkt (na 20). Można więc zaliczyć sesję nie mając zdanych wszystkich egzaminów. Ciekawe, nie?
Ja niestety nie zaliczyłam egzaminów i przystępowałam do sesji poprawkowej w czerwcu (tylko ustna). Też oblałam...
Zdałam dopiero w nowym roku akademickim (już bez wyjazdu na erasmusa, ale sam wyjazd na egzaminy - w tym samym czasie w Polsce kontynuowałam studia na drugim kierunku, Ochronie Środowiska). Dzięki temu mam asekuracyjnie francuski dyplom. Ale jak na razie jeszcze mi się realnie nie przydał (ale w CV zamieszczam informację o studiowaniu we Francji).


Staż magisterski, praca dyplomowa i obrona magisterki

Na moim kierunku obowiązkowy był trzymiesięczny staż. Różne laboratoria miały przygotowane proponowane tematy takich stażów i przed ich wyborem po prostu zwiedzaliśmy laboratoria, by dowiedzieć się więcej o co chodzi i by poznać potencjalnego promotora. Ja zdecydowałam się na staż dotyczący syntezy nanorurek węglowych. Tematyka bardzo mi się podobała, tym bardziej, że spora część mojej pracy była eksperymentalna i bliższa chemii, którą też bardzo lubię. 
Mój promotor był super, a dzięki doktorantce, z którą pracowałam nauczyłam się kilku francuskich słówek (a że brzydkie, to inna sprawa :P ). 
Praca magisterska to raport z tego stażu, który nie mógł przekraczać 30 stron. Więc aby się w limicie zmieścić konieczne było dodawanie wszelkich wyników i tabel w aneksach. 
Obrona magisterki to nic innego jak prezentacja dotycząca tematu stażu przed dość sporym jury (w którym niekoniecznie znajdzie się nasz promotor czy recenzenci pracy) oraz odpowiedź na różne pytania dotyczące bardziej lub nieco mniej naszej pracy. Dla mnie było to mega stresujące, ale dałam radę!
Nie ma żadnego egzaminu z przebiegu całych studiów czy pytań o 5 prawo Maxwella (tutaj powinnam pozdrowić mojego promotora z polibudy ;) ).

Co mi dało studiowanie we Francji

Miłość! Wyjeżdżając nie spodziewałam się, że tak potoczą się sprawy. Gdy wróciłam do Polski, mój opiekun naukowy powiedział mi, że może i nie zdałam tam egzaminów (nie ja pierwsza), ale i tak wygrałam najwięcej. Miał rację! A egzaminy w końcu zdałam później, więc aż tak źle nie było.
Poza tym, przede wszystkim poznałam wiele innych kultur i ludzi innych narodowości. Zawsze byłam bardzo otwarta, a po tym wyjeździe jeszcze bardziej ;)
Zwiedziłam nowe miejsca, zawarłam ciekawe znajomości, poprawiłam swój angielski (sic!), nauczyłam się grać we francuskiego tarota, polubiłam czerwone wino i znalazłam swoje miejsce na Ziemi


Nasza comiesięczna wyprawa w 80 blogów nie kończy się u mnie, zajrzyjcie do moich blogowych koleżanek:

Chiny
Biały Mały Tajfun - Wyjazd do Chin

Francja
FRANG.pl - Studia we Francji - czy to dobry pomysł?
Demain, viens avec tes parents! - Erasmus
Blog o Francji, Francuzach i j. francuskim - Francja, Erasmus i ja

Hiszpania
HIszpański na luzie - Gdzie wyjechać na Erasmusa do Hiszpanii?

Kirgistan
Kirgiski.pl - Easmus w Niemczech a sprawa kirgiska

Szwecja
Szwecjoblog - Czego nauczył mnie Erasmus?

Włochy
Studia, parla, ama - W 80 blogów dookoła świata - Erasmus, preludium

Różne kraje
Englishake - Gdzie na Erasmusa, jeśli znasz tylko angielski?
Specyfika Języka - Fakty i mity o Erasmusie, czyli trochę prywaty na blogu 


Spodobał Ci się wpis i chcesz więcej? Zapisz się na francuski newsletter w berecie
lub zajrzyj na
Copyright © 2016 Madou en France , Blogger