31 maja

Nasza mini bretońsko-normandzka wyprawa

Nasza mini bretońsko-normandzka wyprawa

Coucou!
Nareszcie znalazłam chwilę czasu, aby opisać Wam naszą bretońsko-normandzką majówkę. Była to bardzo ekspresowa wyprawa, która sprawiła, że zakochałam się w tej części Francji i marzę o powrocie! Tak to już chyba jest, że spełnianie niektórych marzeń rodzi jeszcze większe marzenia ;)

Dzień 1 - podróż i Mont St Michel

Wyruszyliśmy w sobotę rano, czekało nas niespełna 900 km drogi w jedną stronę. Trochę zwariowany pomysł jechać tyyyle tylko na weekend, ale to był pomysł mojego Teścia (tak, mam najlepszego Teścia na świecie!).
Post udostępniony przez Madou en France 🇵🇱 🇫🇷 🌻🚲🌻 (@madouenfrance)
Na miejsce dotarliśmy trochę po 16, zostawiliśmy bagaże i pojechaliśmy ku głównemu celowi naszej wyprawy - Mont Saint Michel. Niestety okazało się, że sanktuarium już nie zwiedzimy, bo w sezonie niskim ostatnie wizyty były do godz. 17, a sezon wysoki zaczynał się dopiero za 2 dni! Jaki pech! Z drugiej strony, turystów było podobno mniej niż zazwyczaj (choć i tak całkiem sporo), więc mogliśmy nieco spokojniej sobie po wyspie pospacerować. Aby zaspokoić głód wrażeń, postanowiliśmy być "prawdziwymi turystami"  i napełnić swoje żołądki. Oczywiście ceny w restauracjach na miejscu są nieco z kosmosu, bo płaci się głównie za miejsce. Raz w życiu wystarczy, następnym razem będą kanapki z widokiem na Wzgórze Świętego Michała ;)
Wracając okazało się, że mamy niezwykłe szczęście, bo właśnie zaczynał się przypływ, który mogliśmy podziwiać o zachodzie słońca. Bezcenne!
Co więcej, na zaporze obecny był technik, który wytłumaczył nam jej działanie i prace przeprowadzone w celu umożliwienia cyrkulacji wody i nieosadzania się sedymentów (od 2014 roku zamiast grobli prowadzącej do samego wzgórza jest most i prócz pieszych, tylko autoryzowane samochody oraz specjalne, darmowe autobusy, mogą się po nim poruszać).


Dzień 2 - Cathedraloscope w Dol-de-Bretagne, ostrygi w Cancale, burza i  naleśniki w St Malo

W niedzielę niestety zupełnie nie mieliśmy szczęścia co do pogody - lało, wiało, ale i tak było fajnie. Dzień rozpoczęliśmy od przystanku w Dol-de-Bretagne - chcieliśmy zwiedzić tutejszą katedrę, ale niestety trafiliśmy na moment, gdy akurat odbywało się w niej nabożeństwo. Spacerując wokół zauważyliśmy za to wielki napis CathédralOscope - nazwę tutejszego muzeum poświęconego katedrom. Jako, że padało i było zimno, stwierdziliśmy, że czemu by go nie zwiedzić. To był świetny pomysł! Muzeum jest nowoczesne i interaktywne, można się dowiedzieć naprawdę wiele na temat tego, jak były budowane katedry i nawet poćwiczyć swoją wiedzę tworząc konstrukcje z drewnianych klocków :) Bardzo miła niespodzianka!
Ponieważ zgłodnieliśmy pojechaliśmy później w kierunku Cancale - bretońskiej stolicy ostryg. Udało nam się znaleźć miejsce w jakiejś restauracji, która okazała się być całkiem niezła pod względem stosunku jakość-cena, a i obsługa była całkiem sprawna. Oczywiście nie mogło być inaczej i skosztowaliśmy tutejszych ostryg. Nie jestem ich wielką fanką, ale przyznam, że po raz pierwszy w życiu mi naprawdę smakowały. Jak i wszystkie dania, które później jedliśmy - ja zdecydowałam się na rybne rillettes, brandade de morue - purée ziemniaczane z dorszem (danie raczej śródziemnomorskie, ale było pyszne!) i na deser słynny far breton z suszonymi śliwkami.
Później jeszcze szybki spacer na molo, podziwianie hodowli ostryg i ich zakup na mini targu.




Kolejnym punktem programu była wizyta w Saint Malo. W drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na Przylądku Grouin (Pointe du Grouin), niestety ulewa nas stamtąd szybko pogoniła.
W St Malo mieliśmy nieco więcej szczęścia, bo w końcu przestało padać. Zdecydowaliśmy się na spacer po fortyfikacjach miasta i zaopatrzyliśmy się też w tutejsze przysmaki. Po drodze wypatrzyliśmy też naleśnikarnię, w której zarezerwowaliśmy miejsca na wieczór (w końcu w Bretanii naleśniki trzeba zjeść!). Oczywiście w czasie spaceru złapała nas burza i do restauracji dotarliśmy całkowicie przemoczeni ;)






Dzień 3 - Powrót, port w Honfleur i klify w Étretat

W poniedziałek kończył się długi weekend, więc trzeba było wracać do domu. Ale my mieliśmy w planach jeszcze przystanek w Honfleur. Jest to urocze miasteczko portowe, w którym urodził się mój ulubiony francuski kompozytor - Erik Satie. Niestety nie mieliśmy czasu zwiedzenie muzeum, ale udało nam się zatrzymać na chwilę w pięknym drewnianym kościele, w którym modliła się św. Teresa z Lisieux. W pośpiechu znaleźliśmy w porcie jakąś "sandwicherie" i zjedliśmy najgorsze kanapki ever (i do tego najdroższe).


Wizyty w Étretat nie planowaliśmy, po prostu jakoś tak wyszło, że skoro jesteśmy tak blisko, to dlaczego nie zahaczyć i nie zobaczyć tych słynnych klifów. Samo miasteczko niezwykle mnie urzekło, po prostu magia!
Post udostępniony przez Madou en France 🇵🇱 🇫🇷 🌻🚲🌻 (@madouenfrance)



Skarby Bretanii i Normandii, czyli co przywieźliśmy ze sobą ;)

Najlepsze pamiątki, to te, które można zjeść i które się nie kurzą! Oprócz ostryg w bagażniku, w naszych bagażach znalazły się także:
- pyszne karmelki w różnych smakach (nie mogłam się oprzeć malinowym!)
- rillettes z przegrzebków (czyli małży Saint Jacques)
- cydry, w tym typowy dla tego regionu cydr rosé, który robiony jest ze specjalnego gatunku jabłek, o różowo-czerwonym miąższu
- kouign amann, czyli tradycyjne bretońskie ciasto, robione z cukru, masła, odrobiny mąki z dodatkiem dużej ilości masła i cukru ;) mmm, jesz mini kawałek i tyjesz 2 kg!
- gryczany gâteau breton z kawałkami czekolady, który zniknął w błyskawicznym tempie
- pommeau de Normandie, czyli typowy aperitif (rodzaj średnio-procentowego napoju alkoholowego), powstały ze zmieszania soku z jabłek z calvadosem

Czego nie zobaczyliśmy?

Czasu zabrakło, by wybrać się do Dinard, Dinon czy na market w Pontorson. Pogoda też nie do końca dopisała, by wyciągać aparat i robić zdjęcia. Ale taki jest też urok Bretanii i Normandii. I jednego jestem pewna - WRÓCIMY!
Post udostępniony przez Madou en France 🇵🇱 🇫🇷 🌻🚲🌻 (@madouenfrance)


Adresy, które polecam

CathédralOscope 

4, place de la cathédrale ~ 35120 Dol-de-Bretagne
Bilety: normalny 6.80 €, ulgowy 5.50 €, dzieci w wieku 6-18 lat 5 €, bilet rodzinny 20€
więcej informacji: cathedraloscope.com

Restauracja Le Querrien 

7, quai Duguay Trouin 35260 Cancale
menu (3 dania) od 15.90€
www.le-querrien.com


Copyright © 2016 Madou en France , Blogger